
zdrowie
dla lekarzy:
dla lekarzy:
kardiologia
ginekologia
chirurgia
onkologia
radiologia
genetyka
choroby zakaźne
konferencje

Minęło sześć lat. Wydaje się, że to mało, a mi się wydaje, że to był zupełnie inny świat... Archiwum 2012 maj »marzec »2008 lipiec »marzec »luty »styczeń »2007 grudzień »październik »wrzesień »sierpień »lipiec »czerwiec »maj »kwiecień »marzec »luty »styczeń »2006 grudzień »listopad »październik »wrzesień »sierpień »lipiec »czerwiec »maj »kwiecień »marzec »luty »styczeń »2005 grudzień »listopad » | 2005-12-31 14:50 Podsumowanie 2005 roku. Podsumowanie minionego roku. Styczeń-rozpoczął się spacerem od klatki Agi do mojej klatki o godz. 1:20 w nocy dn. 1 stycznia 2005. Reszty nie pamiętam. Luty-ferie zimowe w drugiej połowie miesiąca, czas odnawiania starych znajomości. Marzec-epidemia grypy w szkole, moje zapalenie oskrzeli, święta pod koniec miesiąca, niezbyt wesołe wspomnienia. Kwiecień-chyba nic specjalnego się nie wydarzyło. Nie pamiętam. Maj-majówki, ciepło, słoneczko przyświeca. Ogólnie luzik. Czerwiec-koniec roku szkolnego. Straszne zamieszanie ze zmianą wychowawcy. Lipiec-wakacje. Praktycznie kolejna część odnawiania więzi, tyle tylko, że rodzinnych. Tutaj wydarzyło się wszystko, zaczęłam pić , palić, załapałam praktykę w sklepie i nauczyłam się obsługi kasy fiskalnej. Sierpień-czas smutku, rodzinnych tragedii. Nie będę się tu rozpisywać. Wrzesień-znów szkoła. Zmiana wychowawcy… Bosko Październik-w zasadzie tylko problemy ze zdrówkiem, nic po za tym. Listopad-jak wyżej Grudzień-Święta, Sylwester, Wigilia klasowa… Kocham Was. Ogólnie rok zaliczam do udanych poza małymi wpadkami. Jednak wolałabym, aby rok 2006 był lepszy od tego starego, właśnie mijającego. komentarze: 0 Czytaj i dodaj nowy » 2005-12-29 10:22 Wrr.. Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Życie to gra, a Śmierć to tylko zmiana planszy... Moim zdaniem jest to 100% prawda. Tylko niestety, kilka osób nie uważa tak samo jak ja... Bo to Moje cięcie, moja krew, moje życie, moja śmierć... I moja sprawa. Wczotaj rozmawiałam z moją przyjaciółką przez GG. I miała potwornego doła. Mówiła, że się zabije, ale ja wiedziałam, że tego nie zrobi... A z resztą... To cała rozmowa: 21:29:43 JA płaczesz?? 21:30:17ONA tak... 21:30:26JA czemu? 21:30:52 ONA bo mam doła... 21:31:01JA ehhh...;* 21:31:06 JA nie smOOtaj sie... 21:32:07 ONA łatwo ci mówic... 21:32:16 JA co się stało? 21:32:28 JA i nie mów, że łatwo mi mówić.. 21:34:20 JA więc powiesz o co chodzi? 21:34:53 ONA nikt mnie nie kocha... 21:35:07 JA przestań 21:35:10 JA jak nikt? 21:35:13 JA a Kondzio? 21:35:15 ONA zobacz jaki optymistyczny wpis do postu na forum naszej klasy... 21:35:19 ONA nikt... 21:39:11 JA ehh.. 21:39:24 JA ale co ma do tego to, że nikt Cię nie kocha? 21:39:47ONA nic... tylko ci powiedziałam że wpis new jest... 21:40:11 JA dzięki, bo miałam juz tam dzisiaj nie zaglądać.. 21:40:21 JA a teraz mów, o co tak naprawdę chodzi 21:40:22 JA po kolei 21:40:31 ONA nie mam sił... 21:40:41 ONA to wszystko mnie przytłaczA 21:40:49 ONA już nie mam nikogo 21:40:58 ONA żądnej bratniej duszy 21:41:04 ONA i rycze jak głupia 21:41:11 JA nie płacz... 21:41:26 ONA moi strasi myśleli że na mózg mi padło 21:41:32 ONA chcieli iśc z e mną do lekarza... 21:41:34 JA co co Ty? 21:41:41 ONA no... 21:43:03 JA ej.. ale mówisz: żadnej bratniej duszy... 21:43:09 JA a Konrad? 21:43:20 ONA ehh... 21:44:21 JA co "ehh" 21:44:44 ONA nic.. 21:45:04 JA ... 21:45:14 ONA przepraszam cie... 21:45:19 JA za co? 21:45:22 ONA ale naprawde mi cięzko 21:45:30 ONA dawno nie miałam akiego doła 21:45:33 JA nie ma z aco 21:45:43 ONA poprostu nie wiem co sie ze mną dzieje... 21:46:05 ONA wydaje mi sie że już odchodze... 21:46:07 JA czasem tak bywa... 21:46:10 JA co??????? 21:46:10 ONA że to już koniec... 21:46:15 ONA i rycze... 21:46:15 JA skąd odchodzisz? 21:46:26 ONA z tego świata.... 21:46:31 JA WIOLKA! 21:46:33 ONA odchodze w nieznane... 21:46:35 JA nawet tak nie mow 21:46:45 ONA mówie jak jest... 21:46:56 JA nie możesz tak myśleć... 21:47:18 ONA nacia... ja czuje jakbym umierała w jakiś męczarniach 21:47:41 JA Boże... Wiolka, nie wiem, co mam powiedzieć... 21:47:41 ONA nie wiem jak mam ci napisać co czuje... 21:47:49 JA wiem, co czujesz.... 21:47:49 ONA to jest straszne 21:47:55 ONA ja nie wiem co mam zrobić.. 21:48:03 JA nie myśl... 21:48:07 JA nie myśl o tym... 21:48:21 JA taa.. łatwo mi ówić 21:48:23 ONA ale łzy mi same leca i ten bół w środku... 21:48:33 JA musisz się komuś wygadać... 21:48:41 ONA czuje ze to koniec... 21:48:45 JA NIE! 21:49:05 JA NIE MA KOŃCA, ROZUMIESZ?? 21:49:12 JA NIE MA I KROPKA. 21:49:40 ONA jest coaraz bliżej... 21:49:46 ONA tak czuje... 21:49:47 JA NIE 21:49:52 JA źle czujesz 21:50:01 JA wiesz... powiem Ci tylko to: 21:50:16 ONA ... 21:50:34 ONA musze z tym skończyć.. 21:51:06 JA pamiętasz, jak ja myślałam, że to koniec? i pamiętasz, jak mnie pocieszłaś? Pamiętasz, bo tego sie raczej nie da zapomnieć... I teraz to, co mi mówiłaś, powiedz sama sobie... pomoże Ci, chyba, że mówiłaś mi to sama w to nie wierząc.... pomyśl, a potem rób 21:51:15 JA Z NICZYM NIE BĘDZIESZ KOŃCZYĆ 21:52:58 JA WIOLKA, zmień ten opis 21:53:34 JA proszę Cię 21:53:38 JA zmień opis 21:53:43 JA Wiolka, odezwij się!! I skończyło się na tym, że pogadałam z jej dobrą koleżanką, ona doszła do wniosku, że Wiolka histeryzuje i jej przejdzie... To akurat wiedziałam... Bo Gała (Wiola) jest pogodną osobą... I wiem, że dzisiaj się już lepiej czuje. Ale najbardziej mi chodziło o fragment, który sama napisalam: "pamiętasz, jak ja myślałam, że to koniec? i pamiętasz, jak mnie pocieszłaś? Pamiętasz, bo tego sie raczej nie da zapomnieć... I teraz to, co mi mówiłaś, powiedz sama sobie... pomoże Ci, chyba, że mówiłaś mi to sama w to nie wierząc.... pomyśl, a potem rób". Kiedy ja miałam prawdziwe myśli samobójcze i nawet się cięłam, ona poiwedziała: "Jesteś wartościową osobą, a Ci którzy Cię nie doceniają są ślepi i głusi. Jeśli nie masz dla kogo żyć, żyj na zlość innym. Jeśli nie masz celu znajdź sobie go. Kiedy znowu będziesz chciała coś sobie zrobić, pomyśl o mnie... Wspomnij moje słowa, przemyśl je, a dopiero potem zrób to, co chcialaś zrobić. Wiem, że tego nie zrobisz..." I jeszcze więcej tego było... Tylko... Jakoś mnie to przytłoczylo... Już bylo tak dobrze... Już tak dobrze się czułam.. Ale ta rozmowa... Znalazłam mój stary pamiętnik... Tam bylo wszystko opisane... Nawet ślady mojej krwi... Znalazłam żyletkę... Wspomnienia wróciły... Całą noc przepłakalam... Nie moge się pozbierać... Wszystko wróciło... Ja nie wiem, co mam robić. Jeśli w najbliższym czasie nie skontaktuję się z moją panią psycholog, to chyba wykituję... Coo ja takiego wszystkim zrobiam, że mnie tak nienawidzicie?? I jeszcze jeden cytat, który napisałam mojemu kuzynowi, kiedy on zaczął podejrzewać co się za mną zaczęło dziać: "Nie mów, że jestem za młoda, że całe życie przede mną... Bo i tak zrobię, co będę chciała..." komentarze: 4 Czytaj i dodaj nowy » 2005-12-28 21:28 To nie celiakia No.... Na szczęście moje uczulenie to nic raczej poważnego. Typowa reakcja alergiczna, tylko nie wiadomo jeszcze na co. Pokłóciłam sie troszkę z moją doktor rodzinną, bo troche się zezłościła, że tak długo zwlekałam z przyjściem do lekarza. A ja Jej odpowiedziałam, że ja do innego lekarza nigdy w życiu nie pójdę. No cóz.... Nie moja wina, że Ona to jedyny NORMALNY lekarz w okolicy. Cholera w przychodni przyjmuje prawie 10-ciu lekarzy a każdy następny gorszy od poprzedniego. Tylko moja Pani Doktor jest w porządku. Nigdy nie bylo problemu ze skierowaniem do specjalisty... I jak ona postawiła diagnozę, to byla prawidłowa. I leki tez od razu przypisuje właściwe. No.... tak wiec wracając do mojego uczulenia... Mam przypisaną jakąś maść, którą się robi na zamówienie, tabletki (Claritine) i wapno do picia. I oczywiście robić opatrunki na zmienione uczuleniowo miejsca. Masakra. Ale to jest lepsze niż siedzieć w szpitalu, bo taką propozycje też dostałam... Wrrr... Wszystko tylko nie szpital... Pozdrawiam ;* komentarze: 1 Czytaj i dodaj nowy » 2005-12-26 17:26 Święta, Święta i po Świętach.. Wreszcie cos ruszyło. Zaczęło sie troszkę walić ale to lepsze niż stanie w miejscu. W Wigilię byłam sama w domu, czułam sie jak sierota. Sama przy stole wigilijnym nakrytym dla 3-ech osób: dla mnie, brata i tego gościa, niespodziewanego. Niestety... Brat sobie zjadł pieroga i siedzial caly wieczór przy komputerze. I takie to Święta. Potem bylam na Pasterce z Przyjaciółką. Brechy były, bo przyszli jeszcze nasi kumple. No cóż, z kulturą u nich ciężko, ale przynajmniej się nie pogrążałam w smutku. Pierwszy dzień Świąt minął bardzo szybko, niestety. PRaktycznie nic ciekawego się nie wydarzylo. Gadałam przez Gagulca z moją kumpelą do późna w noc. Kocham te rozmowy. Znamy się z Asią już 11 lat i raczej nie mamy przed sobą tajemnic. A dzisiejszy dzień mija bardzo wolno, ale spokojnie.Spadł Śnieg, przyszla atmosfera Świąteczna, jednak choćby się waliło i paliło, ja wciąż mówię, że nie lubę Świąt. I koniec kropka. Po za tym kilka notek niżej cieszyłam się, że te Święta będą zdrowe i nikt nie będzie chory. I jak zwykle się przeliczylam. Tym razem ja nawaliłam. Dostałam jakiejś wielkiej wysypki. Już wcześniej dostawalam tego, ale nie na taką skalę. Wysypuje mnie praktycznie po wszystkim, co bym nie zjadła. A najbardziej po chlebie. Jak zjem kanapkę z czymś. Obojętnie z czym, nawet suchą kromkę. Porażka. Nie wiem, co to może być. Oby tylko nie uczulenie na mąkę... To byłoby już kompletne dno. I jeszcze na brzuchu wyskoczyły mi krostki od klasmry od paska od spodni. Też już jakiś czas temu, ale sobie to olałam. A teraz zaczęło mi sie to paprać i cholera jasna. Jutro musze iść do lekarza. Kiedy ja przestanę chorować?? Może rzeczywiście przydałby mi się pobyt sanatorium? Bo ja nie łapię zwykłego przeziębienia, grypy czy anginy. Jak mnie coś zlapie to koniec. Szpital i nie ma odwrotu. Niestetety. Pozdrawiam ;* komentarze: 2 Czytaj i dodaj nowy » 2005-12-23 23:59 Kolacja wigilijna... I zaczęły się Święta. Dzisiaj miałam kolacje wigilijną z rodzinką, bo jutro wszyscy pracują i będę sama w domu. Najgorsze Swięta w życiu. Brr... Nogdy nie lubiłam świąt a teraz ich nienawidzę. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że podczas Świąt zawsze się coś złego wydarzy. W tamtym roku mój brat był ciężko chory... Ja się pierwszy raz pocięłam... Dwa lata temu ojciec pracował... Trzy lata temu mama pracoewała, ojciec byl w szpitalu. Ale to nawet nie o to chodzi... Tutaj chodzi o głębszy sens, ale nie potrafię tego opisać. Jestem głupia, każdy się cieszy z wolnego od szkoy, a ja wolę chodzić do szkoły niż być w domu. Może dlatego, że tam jestem sobą... Że nie muszę niczego udawać? Tak! Właśnie. Jestem sobą... Bo tam nie muszę udawać, że coś tam, nie udaję kogoś, kim nie jestem. I dlatego prawie nie popadam z nikim w konflikty. Bo jestem sobą i mnie akceptują taką, jaką jestem. Jak zwykle odeszłam od tematu:P Ale taka już jetsem i tego nie zmienię. Tak samo nie zmienie mojego uzależnienia od wielokropków. Kocham tekst najeżony wielokropkami:) Zboczenie zawodowe, no nie ??:> No a wracając do Wigilii... Jutro będe sama z bratem więc mógłby ktoś wpaść do nas, to nie byłoby tak smutno... Ale mam nadzieję, że ktoś będzie z nami chociaż sercem... Pozdrawiam wszystkich odwiedzających i życzę WESOŁYCH ŚWIĄT ;* komentarze: 0 Czytaj i dodaj nowy » 2005-12-22 15:50 Wigilia Dzisiaj miałam w szkole Wigilię klasową. Było naprawdę bardzo fajnie. Mieliśmy pierogi, sałatkę, ciasta, napoje, opłatek. Jak jedna wielka rodzina. Brak mi słów, bo od razu łzy stają mi w oczach, że to już ostatnia Wigilia w tym gronie i pierwsza oraz ostatnia z nowym wychowawcą. Teraz dopiero moja klasa, no i ja też, zrozumieliśmy jaki wpływ na opnię klasy ma dobry wychowawca. Ona zawsze jest z nami. Czy jest dobrze, czy źle, Ona jest z nami zawsze i zawsze trzyma naszą stronę, chociaż dobrze wie, że potem inni nauczyciele patrzą na Nią jak na wroga. Dzisiaj było wyjątkowo, wszyscy zgrani, chociaż pod koniec porobiły się grupki, ale tak jest zawsze. Podzieliliśmy sie opłatkiem, wręczyliśmy prezenty i naprawdę było miło. Wychowawczyni powiedziała, że na koniec roku się rozpłacze, chociaż byliśmy razem tylko przez rok, a jakby była z nami przez całe gimnazjum, to by poszła z nami do liceum. Ona jest po prostu wyjątkowa. Można z Nią gadać o wszystkim, próbowaliśmy Ją namówić na spacer, ale się nie dała, bo miała jeszcze zakupy do zrobienia;) Potem opowiadaliśmy o naszy wypadach klasowych na miasto bez opieki, czyli o naszych bibkach;) Spytaliśmy się, czy poszłaby z nami na piwo, ale się nie dała namówić, chociaż jakbyśmy pojechali z piwem w plecakach i dopiero na miejscu powiedzieli o popijawie, to by się nie pogniewała. A póki co, życzę wszystkim odwiedzającym: WESOŁYCH ŚWIĄT;* komentarze: 1 Czytaj i dodaj nowy » 2005-12-20 17:47 Przemyślień ciąg dalszy Ja nie wiem... Jakaś inna jestem niż wszyscy. Jak tak sobie obserwuję dziewczyny w moim wieku, to dochodzę do jednego wniosku: jestem inna (nienormalna?). Jakoś nie mogę pojąć, jak one mogą się tak beztrosko wydurniać, nie bać się, że jak się spóźnią do domu to będzie afera, że jak nie zrobią obiadu to nic się nie stanie... Nie mogę tego zrozumieć... Albo one nie mogą zrozumieć, że u mnie jest inaczej. Bo one mają NORMALNE rodziny, NORMALNYCH ojców i w ogóle. A ja co mam? W dzień pogodna dziewczyna w nocy przemienia się w totalnie zagubioną istotę, która nie potrafi sobie poradzić z problemami. Na rodziców nie ma co liczyć, bo matka to spełniająca się w życiu kobieta, która nie spełniala sie calkowicie będąc gospodynią domową z dwójką dzieciaków, a ojciec to niepijący od trzech lat alkoholik. A jak jedna osoba w rodzinie cierpi na niedomiar wódki to odbija się to na całej rodzinie. I u mnie też tak jest. Młodszy brat ma wszystko gdzieś, jak się coś do niego mówi, to on to wszystko olewa, pyskuje, wyzywa mnie, nie ma dnia, żeby nie było kłótni. Matka powiedziała, że nie będzie wszystkiego robić sama, bo wszystko robiła sama przez ileś-tam lat i teraz ma dzieci odchowane i mają jej pomagać. Niedobrze mi sie robi, jak codziennie ma o cos pretensje, że kurz nie starty, czy talerz nie umyty:/ A ja? Czy ktoś pomyślał o mnie? Mi nie jest ciężko? Do jasnej cholery:/ Ciągle słyszę, że nic nie robię, że o co by mnie nie porposić, to mam zawsze coś przeciw. Jasne. Tylko jak ja mam sobie rodzić, jeśli mi już na nic czasu nie starcza? Prawie cały czas siedzę w domu i coś robię. Albo idę na zakupy, albo sprzątam, albo się uczę. Nie rozdwoję się. Kiedy chciałam porozmawiać z mamą o tym najzwyczajniej w świecie mnie wyśmiała, że ona miała jeszcze ciężej. Kiedy się zapytałam, czy mści się na mnie za błędy jej rodziców-uderzyła mnie w twarz. Jak zaczęłam się ciąć, widziała, widziała też moje listy pożegnalne, w których żegnałam się ze światem, widziała moje wiersze o niechęci do życia, ale nawet ze mną nie porozmawiała. Powiedziała mojemu młodszemu bratu, że jestem głupia i nie wiem, co znaczą te słowa, które piszę w tych lstach i wierszach. A ja znam ich znaczenie aż za nad to, bo sama doświadczylam ich dosłownie na własnej skórze. komentarze: 1 Czytaj i dodaj nowy » 2005-12-18 14:03 Pozytynie... Pozytywnie=] Wczoraj w mojej szkole odbył się kiermasz świąteczny. Moja klasa odpowiedzialna była za robienie gofrów. I po przydzieleniu obowiązków wyszło na to, że najbardziej odpowiedzialna funkcja padła na mnie. Miałam być przez cały kiermasz obecna przy naszym stoisku, pilnować pieniędzy a potem iść osobiście rozliczyć się z Panią Dyrektor. Troszkę się bałam, że nie dam sama rady, ale było jeszcze kilka osób ode mnie z klasy i kilka mam chłopaków z klasy:). W zasadzie z dzieciaków to byłam tylko ja, bo kumpele grały mecz siatkówki a koledzy poszli kręcić film i robić zdjęcia z meczu. Zostałam sama z trzema mamami =]. Byłam szczęśliwa, że powierzono mi tak poważną funkcję. Przecież ja zawsze zawalałam terminy, zawsze się spóźniałam, a tutaj nawet wychowawczyni dała mi swoje klucze od szafki, żeby wyjąć wszystkie rzeczy potrzebne na kiermasz. Nawet rodzicielki kumpli z klasy powiedziały, że o wiele ze mną lepiej niż np. pół roku temu. Zaufano mi, a ja stanęłam na wysokości zadania. Nawet Pani Dyrektor była mile zaskoczona moją postawą. Bardzo się cieszę, że jeszcze nie jestem na dnie, a znajomi mi pomagają wypłynąć na powierzchnię. Szkoda tylko, że rodzice nie rozumieją, że jeszcze nie jestem na tyle silna, żebym mogła robić wszystko, co mi każą. Wczoraj dostałam ścierą przez łeb od mamy, bo zaczęłam tłuc głową o biurko, kiedy mi mówiła, jak mam zrobić dzisiaj obiad. No ale przecież ja wiem, jak się robi kotlety i jak się robi surówkę. Ale niestety mojej mamie nie przegada. Jak się uprze, to koniec… POZDRAWIAM;* komentarze: 0 Czytaj i dodaj nowy » 2005-12-15 17:54 Silna wola... Kolejny dzień poznawania samej siebie, kolejny dzień nowych odkryć, doświadczeń. Postanowiłam dziś, że przenoszę się do grugiej grupy z niemieckiego. Ogólnie wszystko było załatwione w poniedziałek, tylko musiałam jeszcze porozmawiać z moja obecną nauczycielką, czy mnie odda. Tak się bałam, że się nie zgodzi, że będzie zadawała niewygodne pytania, dlaczego, z jakich przyczyn. Ale nie... Była zupełnie inna niż na lekcjach. Taka miła, spokojna. Trochę mi sie zrobiło żal, że odchodzę. Ale jak postanowiłam, tak będzie klamka zapadła, nie ma odwrotu. Od nowego semstru zaczynam naukę na wyższym poziomie =] Teraz tak rozważam... Czy dobrze robię sie przepisując? Ale tlumaczę sobie, że w liceum już nie będzie litości, tym bardziej, że wybieram sie do klasy o rozszerzonym niemieckim. A poza tym, od początku tego roku szkolnego nic nie nauczylam się z niemca, żadnych nowych rzeczy. I się cieszę, że już chociaż jedną sprewę mam za sobą, chociaż jeszcze miotają mną różne uczucia w tej sprawie. Ale i tak już nie ma odwrotu i już się nie wycofam z tego. Miejmy tylko nadzieję, że na koniec gimnazjum nie będę żałowała tego wyboru. A póki co: POZDROWIONKA ;* komentarze: 3 Czytaj i dodaj nowy » 2005-12-14 17:27 Po testach... Może zacznę od odpowiedzi na komentarz niejakiego osobnika pod niezwykle oryginalnym pseudonimem "W". Tak więc, widocznie nie zrozumieliśmy się, ale ja nie biotę niczego i niczego w zyciu nie brałam (chodzi o prochy). Podejrzewam, że wywnioskowałeś to po przeczytaniu jednej mojej notki. W zdaniu bodajże "Żeby było lepiej trzeba cos wziąć, czegoś sie napić" nie chodziło mi o narkotyki. Miałam na myśli tabletki uspokajające wypisane przez lekarza. No ale pomyłki zdarzają się każdym. Wczoraj i dzisiaj pisałam testy kompetencji. No i powiem szczerze, że polskiego sie nie bałam, ale dzisiejszy test mat-przyr. po prostu dobił mnie. Nie sądzilam, że będzie taki trudny... Matko, no straszne. Jakieś wzory na dlugość okręgu itp. Do tego było coś o kosiarce, która ma ostrze dlugości 50 cm. Nie.. Już podjęłam ostateczną decyzję. Do liceum ide na historyczno-spoleczny, bo ostatnio sie zastanawiałam nad biol-chemem, ale jednak pozostałam przy swoim i chce zdawać albo na prawo albo na psychologię. No ale jeszcze czas pokaże, co będzie dalej. Na razie mam przed sobą jeszcze pół roku gimnazjum i 3 lata liceum... POZDRAWIAM;* komentarze: 2 Czytaj i dodaj nowy » 2005-12-10 17:21 Troszkę chora... Niedługo święta, ale tym razem raczej wszystko będzie OK. Jak na razie od września nie złapałam żadnej infekcji i mam nadzieję, że nie złapię. Chociaż ostatnio zaniepokoiłam się moimi węzłami chłonnymi. Od dziecka miałam prawe węzły na szyi powiększone, ale teraz wydaje mi się, że są jeszcze większe. Nie wiem, co mam o tym myśleć i co robić, ale jeśli mam iść do lekarza to dopiero po świętach. Chcę chociaż tę Wigilię spędzić w rodzinnym i zdrowym grnie. Po za tym ostatnio często leci mi z nosa krew. Wydaje mi się, że to z przemęczenia, ale ja nic takiego nie robię. Tylko tyle, że późno chodzę spać i muszę wcześnie wstawać... A tak po za tym tylko nauka... No i to, czego najbardziej sie obawiam. Ostatnio nerw twarzowy dał się we znaki. Raz nie załozyłam czapki, bo zapomniałam zabrać z domu, i co? Niespodzianka. Niemiła niespodzianka. Już wieczorem miałam trudności z zamknięciem oka. Ale z tym też już sobie prawie poradziłam bez lekarza:) Kupiłam wit. B1 i B6, dużo gumy do żucia, siedzenie w ciepłym i jest dobrze:) No i co jeszcze... We wtorek i w środę mam próbne testy kometencji. Jak nigdy, teraz się wcale nie boję. No, może troszke z matematyczno-przyrodniczego... Bo z fizyki nie pamietam wzorów. Ale to się da jeszcze nauczyć. Teraz musze być tylko dobrej myśli co do tych węzłów, że to nic groźnego, i że już nie będzie mi leciała krew z nosa. POZDRAWIAM;* komentarze: 1 Czytaj i dodaj nowy » 2005-12-07 08:52 Brak marzeń... I znów przyszły te ciche, ciężkie dni. Jak na razie było mniej-więcej (czyt. mniej) OK. Ale jakos było. A teraz znowu się wszystko sypie. Bezsenne noce, prak jakich kolweik chęci do zycia... Znów trzeba coś wziąć, albo wypić, żeby było lżej. Uświadomiłam sobie, że nie mam żadnych marzeń. Ostatnio na lekcji mieliśmy wpisać swoje życzenia Świąteczne, co kto by chciał dstać na Gwiazdkę itp. I jeszcze mieliśmy napisać swoje dwa największe marzenia. I tu problem... Bo ja już dawno marzyć przestałam. Mam 15 lat, jakieś imię, pusty świat... I nic poza tym. Ja już nie potrafię marzyć. Totalna pustka. Od prawie dwóch lat twardo stąpam po ziemi, bez cienia beztroski. Waracam ze szkoły i zastanawiam się: za co dzisiaj zbiorę opieprz od ojca? O co sie do mnie przyczepi matka? Jaka będzie reakcja na słabszą ocenę? Bo o dobrych już przestałam mówić, bo i tak nie działa to na nich. Powiem, że dostałam '5' z polskiego, to odpowiadają:"fajnie", albo "no". A jak dostanę '3' z czegoś, to jesst: "A dlaczego tak słabo", albo "Czemu się nie nauczyłaś na więcej?". Ale to i tak nie o to chodzi. W szkole sama sobie jakoś radzę. Zdaję z klasy do klasy bez problemu, z wyróżnieniem. Tutaj chodzi o przemoc psychiczną. Nienawidzę mojego ojca za to, że on mnie nienawidzi. Jak w tamtym roku leżałam w szpitalu przez trzy tyg. to przyjeżdżał do mnie popołudniam na 10-15 min., bo on MUSIAŁ jechać koledze pomóc, bo coś tam...I leżałam w szpitalu w moim mieście. W tym roku on miał zawał. Leżał w Koszalinie w szpitalu, przyjechałam do niego, choć wcale nie musiałam. Ale co? W końcu mój ojciec, nie? Tylko tyle, że jak wyszedł ze szpitala, to wszystko trzeba za niego robić. On jest baaardzo chory wtedy, gdy trzeba cos zrobić, pomóc w domu.. Ale pali papierosy, dwie paczki dziennie, kumplom pomaga w naprawiwaniu samochodów, pracuje, choć nie musi pracować, kasę ma tylko dla siebie. Ostatnio mi powiedział, że jestem leniwa, i tylko cały czas siedzę przy ksiązkach. Że nic w domu nie robię. Jak mu odpowiedziałam, że ja przynajmniej staram sie cos zrobić sama dla siebie, bo wiem, że na niego liczyć nie mogę, to powiedział, że jestem jeszcze gówniarą i żebym sobie na zbyt wiele nie pozwalała. Cholera... Ale jak tu żyć, jak być pogodnym uśmiechniętym czlowiekiem, kiedy naokoło wszystko sie wali? No jak? komentarze: 0 Czytaj i dodaj nowy » 2005-12-02 16:55 Nieźle (?) Bardzo źle... Jest super... Próbuję sobie to wmówić... Bo tak naprawdę nie jest. No, niby w szkole OK, dobre, a nawet bardzo dobre oceny, świetne relacje ze znajomymi i z wychowawcą, ale... No właśnie. I zawsze jest jakieś 'ale'. Nigdy nie było tak, żeby wszystko było pięknie. Nigdy nie było wszystko w porządku. Ta układanka cały czas się rozsypuje. Coś do czegoś nie pasuje. Jeśli ułożę dom, zaczynam szkołę, to w momencie ułożenia szkoły, dom się burzy. I na odwrót: jak mam ułożoną szkołę i biorę się za dom, to szkoła się wali a dom sam się składa. I cholera, jak ja mam wracać do formy, jak ja w ogóle mam być zdrowa, jeśli w moim otoczeniu wszystki się sobie wzajemnie przyciwstawia?? Ostatnio rozmawiałam z moją kumpelą o sensie życia i powiedziałam jej co ja myślę o granicy życia i śmierci: Życie to gra, a Śmierć jest jedynie zmianą planszy... I oczywiście afera. Bo ja znowu mam myśli samobójcze. A czy może ktoś mi powiedzieć, czy ja mam inne wyjście?? W mojej sytuacji?? Tu nie ma innego wyjścia, wszyscy są mi naprzeciw. Jestem pilnowana na każdym kroku, każde moje slowo jest dokładnie analizowane, czy nie ma w nim choć odrobiny niechęci do życia. Już tyle razy mówiłam wszystkim, że tak do niczego nie dojdą. Nic nie wskórają, jeśli będą mną manipulować jak marionetką. Zrób to, nie rób tego. Nie tędy droga. Wyleczyć z depresji można się tylko i wyłącznie szczerą rozmową z drugim człowiekiem i wzajemnym zaufaniem. A środki farmakologiczne mogą tylko przyspieszyć tenn proces, ale na pewno go nie zastąpią... I myśli samobójczych nie zwalczy się ciągłym kontrolowaniem chorego. Aby chora osoba nie miala takich mysli, trzeba usunąć ich przyczynę. I tyle. Tylko szkoa, że nie wszyscy to rozumieją:( komentarze: 1 Czytaj i dodaj nowy » |